| pielgrzymblog - archiwum: Przebaczenia i aceptacja. |
|
strona g³ówna |
Przebaczenia i aceptacja.Galop koni. Glosne i regularny stukot kopyt konskich o podloze. Czasami ten stukot jest nie do zniesienia. W mojej glowie, bardzo rzadko jest cisza, spokoj i sielanka. Wszystko pedzi, spieszy sie i stada mysli galopuja jak mustangi, nieokielznane i nieokrzesane. I w jakis paradoksalny sposob uswiadomilem sobie, ze jednym z niewielu wyborow jakich mam, zeby sie wyciszyc jest alkohol. Czasami, zeby sie dowartosciowac i poczuc wartym czegokolwiek jest sex, a innym razem jedyna ucieczka jest jedzenie. Mam powazne problemy psychologiczne, z ktorymi nie potrafie sobie poradzic. Obecnie czuje sie bardzo zagubiony i odlaczony od rzeczywistosci. Czasami, gdy sie budze, nie wiem czy to rzeczywistosc, czasami nie wiem czy chce stawiac czola tej rzeczywistosci. A czasami czuje sie pelen energii, zainspirowany jakis utworem muzycznym czy filmem, a moze przeczytanym aforyzmem i chce stawiac czola wszystkiemu; zmieniac i ulepszac siebie, dopoki nie poczuje sie bezwartosciowy ponownie. I tak jak fale sztormu rzucaja statek raz w gore, raz w dol, tak samo jest ze mna. Emocje. Moj mozg uzywa jezyka emocji. Wszytko i wszyscy tlumaczeni sa na emocje. W przeciwienstwie do ludzi cierpiacych na Asperger syndrom, ktorzy nie potrafia rozrozniac emocji na twarzy, ja jestem obsesyjnie uzalezniony w odczytywaniu, rozpoznawaniu i wyszukiwaniu ludzkich emocji. Czasami male zmiany w wyrazie kogos twarzy komunikuja mi o wiele wiecej niz moze osoba sama chciala by wyrazic. Gdy pisze 'ja', nie pisze tego ze robie to celowo. Od tego wlasnie chce zaczac zmiane. 'Ja jestem...' to stwierdzenie mylne, ktore jest w epicentrum moich zmagan z psychologicznymi problemami. Stwierdzenia typu: 'Ja jestem obsesyjnie uzalezniony od wyszukiwania ludzkich emocji' to nie prawda. To moj mozg tak dziala i tak fukcjonuje. Osobiscie ja, chcialbym to zmienic. Chcialbym moc nie zwracac uwage na ludzka opinie i emocje tak bardzo. Nie czuc sie atakowany przez ich poglady i slowa, skonczyc z Ta paranoja, ze wszyscy na mnie patrza. Chcialbym zmienic wiele rzeczy. W mojej glowie obwiniam sie o wiele rzeczy, a potem robie nawet wiecej rzeczy zeby potwierdzic to, ze jestem obrzydliwy i bezwartosciowy. Ale to nie 'ja', to moj umysl, ktory zostal tak zaprogramowany, nauczony przez wiele bolesnych i wstydliwych sytuacji z przeszlosci. Rozumie juz tak wiele. Rozumie, ze nie moge sie obwiniac za swoja niesmialosc towarzyska i za to, ze czuje sie gorszy od innych. Dzisiaj postawilem sobie takie pytanie:'Jakby ktokolwiek inny poczul sie, gdyby zaczal robic sie czerwony na buzi bez powodu w grupie ludzi i nie wiedzial co powiedziec?' Ta osoba, ktorej cialo i umysl reagowaloby w taki sposob na sytuacje towarzyskie poczulaby sie dokladnie tak jak ja sie czuje: zawstydzona, bezwartosciowa, zla i ulegla na opinie innych. I to uczucie paniki jest normalne - bo nie wiem czemu tak wlasnie reaguje i czemu tak sie czuje. Jestem wtedy taki slaby jako czlowiek, czuje sie maly i ohydny. I mysle, ze musze stawiac czola pytania jak: 'Czemu jestes taki czerwony?, co sie z toba dzieje? czemu jestes taki zly/zdenerwowany?' Ze musze na nie odpowiedziec, ze musze wiedziec czemu. Ale taka jest prawda: 'Nie wiem'. Nie wiem i sam byl dal milion funtow, zeby ktos mi to wyjasnil i mi ulzyl w tej przypadlosci. Ale na dzien dzisiejszy, obwiniam sie za to, ze nie wiem. Nie wiem czemu moje cialo jest po za moja kontrola. I to powoduje powazne konsekwencje w kazdej dziedzinie mojego zycia. Obwiniam sie za to jaki jestem i zawsze porownuje sie do innych. Nie chce, ale moj umysl tak dziala. Czasami slysze od przyjaciol, rodziny: ' Nie mysl o tym tyle'. Prawda, za duzo myslenia jest zle i dewastujace, gdyz wszystko obraca sie wokol negatywnych emocji. I jeszcze raz: jezeli tylko moglbym nie myslec. Jezeli moglbym nie myslec, nie czuc, tylko zyc teraz i tu - oddalbym za to wiele. Ale dla mnie 'nie myslenie' jest tak ciezkie. Powiedz mi: przejedz Europe pociagiem - zrobie to, powiedz mi, zebym sie upil i zrobil cos szalonego - nie pros dwa razy, popos zebym napisal esej - nie ma problemu, ugotowal obiad - wszysto co zechesz, ale popros zebym przestal myslec - latwiej byloby mi skoczyc na bungee. Jednak nie moge tak dluzej zyc i ludzic sie, ze uniwesytet czy pozdroze mnie zmienia. Musze sie powaznie zabrac za ten problem. Tak, jest to problem, ale nie dlatego, ze 'JA' jestem bezwartosciowy i ohydny. Jest to problem z funcjonowaniem mojego mozgu, ktory musze powaznie rozwazyc. Nie chce do konca zycia czuc sie gorszy i nienawidzic samego siebie. Nie moge katowac sie za rzeczy, na ktore obecnie nie mam wplywu. Chce zmienic to jest mozliwe i nauczyc sie akceptowac cala reszte. Bo 'ja' to nie: obrzydliwy czlowiek, bezwartosciowy idiota, perwersyjny zarlok, spoleczny inwalida, alkoholik. To tylko glosy w mojej glowie, to tylko moj mozg, ktory zaprogramowal te reakcje na sytuacje, z ktorymi zetknalem sie w zyciu. Jednak ja wiem, ze to prawdziwe 'ja' to: poeta i pisarz, inteligentny i wrazliwy czlowiek, humanitarny i przyjazny student, naukowiec i podroznik i kochajacy syn, brat i przyjaciel z wielkim aspiracjami. Chce malymi kroczkami zaczac ta zmiane. Zmiane, ktora probowalem zaprowadzic tak wiele razy, z krotkotrwalym sukcesem. Tym razem, musze zrobic to powoli i smiertelnie powaznie. Gdyz wiem, ze moj umysl jest coraz bardziej nieznosny, a wspomnienia bardziej bolesne. Jezeli tego nie zmienie teraz, moj umysl zacznie budowac na tych wszystkich ohydnych rzeczach, ktorych sie boje. Zacznie budowac na niedowartosciowaniu i rzeczach, ktorym obecnie sie poddaje, zeby osiagnac jakokolwiek sadysfakcje. Zacznie mnie definiowac poprzez przypadny sex, otylosc, glupie seriale, zachlanosc, zlosc, nienawisc, przegrana i cala reszte, w ktorej obecnie sie topie. Mam studia, prace, przyjaciol, rodzine i pozdroze, ktore MUSZA byc prawdziwa podstawa w moim zyciu. Nie jestem sam ze swoimi problemami. Nie jestem taki obrzydliwy jakim mnie moj umysl kreuje. I nie chce ignorowac glosow, ktore mowia, ze jestem: insprujacy, niesamowity, przebojowy i odwazny. Jestem za nie wdzieczny i nie musze nic udowadniac. Przeczytalem ostatnio przepiekna sentencje, ktora mniej wiecej szla tak: Bol jest w zyciu potrzebny, bol jest podwalina szczescia. Gdyby czlowiek nie doznal cierpienia, nie molgby osiagnac wyzszego szczescia. Bol drazy szczeliny w czlowieku. Jedynie wtedy doglebne i prawdziwe szczescie moze je wypelnic. Przyznaje sie, ze mam problem i chce go rozwiazac. To moj pierwszy krok; przebaczenie i akceptacja. 2011-10-24 16:36:42 skomentuj (0) |