| pielgrzymblog - archiwum: ''Czasami życie bywa znośne.'' |
|
strona główna |
''Czasami życie bywa znośne.''Umarła Wisława Szymborska. Jedna z dwóch noblistek polskich, o której poezji wiem niewiele. Dziwnym zbiegiem okoliczności jej pogodna osóbka, skłoniła mnie do rozmyślań. Obejrzałem reportaż o laureatce: o jej życiu, fascynacjach, poezji, paleniu papierosów i odczynniku erotycznym. Nazwana 'Mozartem poezji' była napewno nietuzinkowa w swoim jestostwie, zaskakując mnie poczuciem humoru i normalnością. Jedyna nieprzeciętna rzecz, która ja wyróżnia spośród milionów, że była taka bardzo 'przeciętna'.
Pomimo wielu tragedii, potrafiła zachować dystans do życia i do siebie. Wyuczyła się żyć chwilą, cieszyć momentami i opisywać życie w najbardziej parszywej postaci, ironicznie i z przekorą. Mimo wszystko kochała życie i ludzi. Fascynowało ją to, że człowiek jest człowiekiem, a nie małpą albo drzewem. Podziwiała doskonale zaprojektowany świat, pełen cudowności i radości. Jednak stąpała mocno po ziemi, wiedząc że: 'Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny'.
Mimo tytułów naukowych i nagrody Nobla, nie chciała zawierać głosu, gdy proszona o oceny sytuacji kulturowo- społecznych, nie uważała się za znawcę. Twierdziła, że ludzie przeważnie nie maja dużo do powiedzenia, a gdy zapytana, czemu pisze poezję, odpowiedziała 'Nie wiem'.
Wielki hołd dla skromności i wielkości. Hołduję, bo 'przeciętność' osobowości to nie brak osobowości, a amerykańskie modele 'bycia' i pewności siebie to nie jedyna droga w życiu. Muszę przyznać, że też fascynuje mnie natura i cudowność stworzenia. Bo jak można nie zadziwić się np. architekturą kokosa? Kokos ma trzy ciemne 'oczka' z czego jedno jest miękkie, dwa twarde. Gdy uderzy się mocniej w to jedno 'oczko', można dostać się do miąższu i wody kokosowej. Nie wspominając już jak pierwszorzędna struktura aminokwasów, dyktuje jego kształt i cząsteczka polipeptydu sama, w idealny sposób wie jak się złożyć, żeby poprawnie funkcjonować.
Poezja jest częścią życia. Wiem o tym dokładnie, gdyż sam staram się zapisywać swoje przeżycia w ten sposób. Moje skromne starania mają wymiar bardzo osobisty i przeważnie dotykają tego co mnie trapi. Przeważnie są to rozmyślania nad sensem mojego życia, miłością gejowską i przyszłością. Oglądając reportaż o pani Wiesławie, uświadomiłem sobie jak piękne jest pisać; jak pięknie jest rozmyślać, nie tylko trwać. W dzisiejszych czasach świat gna do przodu, a my podłączeni w Ipody i Iphone, zostajemy wyręczani z zadumy. Wszystko można sprawdzić, nawet na google można znaleść odpowiedź na pytanie: 'Co jest sensem życia?' albo 'Czy śmierć boli?'. Przeczytałem dzisiaj na stronie mojego ulubionego pisarza Paulo Coelho, że 'dusza żywi się zagadką'. Moja zapewne uwielbia polemikę o miłości, ludzkości i prawości swojego życia, uwielbia zadawać pytania w wierszach.
Chciałbym jednak nauczyć się od pani Wiesławy tej lekkości. Lekkości w ocenaniu tudzież nie-ocenianiu świata. W absorbowaniu rzeczywistości taką jaką jest, bez narzucania wszystkiemu opinii i doklejaniu emocji. Chciałbym nauczyć się być komentatorem a nie krytykiem.
Abstrahując lekko od tematu poezji, chcę napisać o miłości. Ostatnio chodzi mi po głowie i puka w każde drzwi. Zajęty studiami, pracą, przyjaciółmi staram się na tym nie skupiać. Trudno jednak, bo ta myśl jest tak natrętna i każdą chwilę odetchnienia wykorzustuje na irytujące komenatrze, docinki i długie rozmyślania. Poddanych mimowolnie przesiaduję na Grindr, gaworząc z facetami. Przyznaję, że było by miło wreszcie mieć chłopaka, ale muszę się kontrolować. Przesiadując godzinami na rozmowach, do niczego nie prowadzi. Zresztą ta kwestia jest tak delikatna i drażliwa. Moje przewrażliwienie na temat facetów wprowadza mnie szał. Ciągle mam przeświadczenie w głowie, że nikt mnie nie polubi, albo że nie będę wystarczająco interesujący.
Ostatnio wciągnąłem się w australijski serial 'Winners and Losers', gdzie jednak z bohaterek Sophie, traktuje sex jako rozrywkę; sypia z facetami i traktuje ich jako ucieczkę przed bolesną prawdą. Śmieję się w sobie, bo o ile łatwiej jest po prostu upić się i iść z kimś do łóżka. Z kimś, kto nie zobaczy cię gdy cierpisz, gdy potrzebujesz pomocy, gdy masz gorszy dzień. Ktoś kto zjawia się na chwilę, żeby rozpętać burzę neuroprzekaźników na pare minut, która niweluje i zaspokaja ciało na chwilę. Czy dusza jest odporna na hormony szczęścia?
Spędziłem cały dzień w łóżku. Nie miałem nawet ochoty się ruszyć. Próby podjęte żeby się obudzić były przekomiczne. Raz za razem poddawałem się swojemu obolałemu ciału, nieskory żeby iść na wykłady i Tai Chi. Nazwę to dniem śpiącym. Potrzebuję chyba ich więcej. Schodząc na dół po jedzenie, spotkałem Nathan-ów. Dziwacznym przypadkiem nawiązała się rozmowa o seksualności i 'cottaging-u'. Oczywiście z przekorą dostałem pytanie czy kiedyś uprawiałem sex w toalecie publicznej. Odpowiedź to stanowcze nie, ale z totalną apatią opowiedziałem historię z parku w Glasgow. Historię, gdy odnalazłem miejsce w parku, gdzie mężczyźni spotykali się na przygodny sex. I że byłem tam i sam (z drżeniem) dostarczałem swojemu ciału 'tajemnic'. Zawsze robi mi się wstyd, że tak było. Tym razem nie było. Sprzeczność mojej uczuciowości i wybujała seksualność mogłaby wydać się absurdem. Mogłaby, jednak muszę nauczyć się być szczery przed samym sobą, żeby zintegrować swoją osobę. Żeby móc odnaleść głos i to czego potrzebuje moja dusza. Czy lepiej jest popełniać błedy, czy w ogole nie podejmować życia?
Na mojej tablicy korkowej mam wypisane kroki do sukcesu. Na mojej ścieżce są ukończone studia, studiowanie wirusa HIV, i podróżowanie po świecie czy też wypłata, która umożliwi spełnianie marzeń. A gdzie jest miłość? Rozpisuje się o niej już tyle lat i chcę ją ukryć z tyłu głowy. Może dlatego póka tak głośno i dobitnie. A ja potrafię jedynie upijać się i stawiać jej czoła w groteskowych szaleństwach seksualnych. W tym roku chcę przyznać się do miłości. Chcę przyznać się do tego, że potrzebuję miłości, że wierzę w monogamiczny związek homoseksualny i że potrafię kochać i być kochanym. Chcę przyznać się do swojej wybujałej seksualności i tych dziwacznych doznań z facetami, z których może i nie jestem zawsze dumny. Chcę poczuć integrację wewnętrzną i tak jak Wisława opisywać życie jakim jest, bez zbędnego patosu, lecz szczerze i mimo ran, zachować pogodę ducha. Bo koniec końców, wierzę w swoje szczęście i to, że nie muszę poddawać się jedynie pożądaniu czy alkoholowi.
2012-02-02 23:37:42 skomentuj (0) |