Jeden wiersz

Życie boli pomiędzy palcami,
czasami mam odciski,
czasami zamykają mi się oczy w pracy,
życie najbardziej boli otoczone słowami.

Głęboko gdzieś po środku,
ciała
leży kompas uczuć,
który jakby zagubiony w Trójkącie Bermudzkim,
szaleje,
na nic zda się flaga, biała.

Piraci atakują, ze wsząd wody bezlitosne zalewają,
a ta butelka wódki o smaku orzechów
zatraca zmysły, ale nie smutki.

Na tym oceanie bezdrożnym,
samotnie przemierzając burzliwe wody,
boli do głębi, przenika
powtarzane uczucia z przeszłości,
zapach oddechu, dotyk ciała,
dziwaczne uczucia, i cielesności,
a na górze chrapanie miłości…

Chorwacka nalewka o 1 nad ranem.

Powróciłem na chwilę do Ani Dąbrowskiej, do jej pierwszej płyty pt.”Samotność po zmierzchu”. Powróciłem do siebie, tak na chwilę, chcę wsłuchać się głębiej w siebie, a jakże lepiej niż z nalewką, do tego orzechową…

Dużo ostatnio pracuję i chciałbym powiedzieć marzę, ale bardziej zamartwiam się. Po długim romansie z psychologią pozytywną, chciałbym już być szczęśliwy, mniej bojaźliwy, mieć po prostu mniej rozterek. I tak sobie myślę, a bardziej się irytuję, że już czas. Myślę, że już wystarczająco się  naczytałem i „nażyłem”, żeby po prostu dojść do tego stanu jakieś oświecenia, błogości, a tu nic.

Stojąc dzisiaj na spotkaniu labolatoryjnym, zacząłem się czuć straszliwie niekomfortowo otoczony ludźmi, którzy są tacy oschli i których mało lubię, a i z którymi mam mało wspólnego; zacząłem się pocić, bo zrobiło mi się straszliwie gorąco. Pomyślałem, że przez te 31 lat nic się nie zmieniłem. Zapewne zaszły zmiany fizyczne, na miłość boską! mam siwe włosy w brodzie i brzuszek piwny – a nawet nie piję piwa! Po prostu czuję się dalej jak ten nieśmiały nastolatek, który dziwi się jak się tutaj w ogóle znalazł i że musi dorównać dorosłym. Nie chcę jednak dorównywać dorosłym, chcę poznawać świat, sięgać po nieosiągalne, gonić pod wiatr…ale nie koniecznie gonić pod górkę do pracy od 9 do 17:30. Czy zwyczajne życie musi być tak nudne i zapominalne?

Nikt inny napewno nie pomyślałby tak o moim życiu. Wyruszamy z Danem na 6-miesięczną wędrówkę po Nowej Zelandii niedługo. To przecież nie jest nudne ani przeciętne. Tylko jeszcze nie potrafię dokładnie rozpracować co będzie po tej wędrówce. Trochę mnie to przeraża, dalsze rozdziały życia. W ogóle życie mnie przeraża, czasami.

Jest wiele momentów pięknych, wesołych, niesamowitych, za które jestem wdzięczny. Są też te, które tak silnie zapadają w moją pamięć, których się boję. Boję się starości, braku nadziei, swoich wyborów, śmierci, Boga, tego, że może nie poświęcam wystarczająco wiele w moim życiu. Boję się swoich myśli. Czy można być szczęśliwym, kiedy człowiek się boi?

Czasami mam tak bardzo przenikliwe myśli, takie metafizyczne – patrzę na otaczających mnie ludzi jakby nieistnieli. Jakby to życie, codzienność to moment, i znikamy. Wszystko wydaję się czasami takie niepojęte, bycie dorosłym nie jest zawsze łatwe. Lubię zagłębiać się w życie rodziny w Polsce, ich problemy wydają się takie codzienne, zwyczajne, dzień po dniu. U mnie obecnie wszystko jest mistyczne, uduchowione, filozoficzne. Brakuje mi czasami tej codzienności, która spowolni moje rozmyślania.  Nie wiem, może wiele ludzi tak odczuwa, ale czasami wydaje mi się, że nie mam wpływu na swoje codzienne akcje. Czuję się słaby, żeby przeciwstawić się złym nawykom, przyzwyczajeniom. Czasami pracuję, a potem odchorowywuję i tak w kółko, aż uda mi się uciec na kolejna wyprawę w nieznane, ku przygodzie.

Za to chyba najbardziej kocham życie, za przygody, za możliwość ucieczki tysiąca kilometrów, gdzieś daleko i mieć możliwość poznania innych historii, ludzi którzy mają inny światopogląd.

Cyy można być w 100% pewnym własnych wyborów w życiu?

TA

TA to w skrócie Te Araroa (Długi Szlak), ciągle zapominam te dwa maoryskie słowa. TA jest szlakiem, który prowadzi przez Nową Zelandię, 3000km. Chcemy spróbować naszych sił z Danem przez 6 miesięcy, przewędrować z plecakiem i namiotem na plecach, całą długość .

Nie wydaje mi się, że jest to straszliwie szalony pomysł. Wiele ludzi uprawia ‘trekking’, przynajmniej wiele można znaleść w sferze internetowej. Jednak dla mnie, chcę żeby było to metafizyczne przeżycie. Będzie to wędrówka po 30-sce. Wędrówka, w której nie tylko chcę sprawdzić się fizycznie, ale mieć czas na odnalezienie się duchowo. Taka nasza pielgrzymka.

Jak zabrać się za takie przedsięwzięcie? Przede wszystkim musimy odejść z pracy, a przed tym pracować nadgodziny, aby zaoszczędzić na tą wędrówkę. Wydawałoby się, że nie może być drogo – iść przed siebie, spać w namiocie. Czytałem jednak, że 6000 nowozelandzkich dolarów na głowę to minimum. Oszczędzamy więc,  szczególnie na jedzeniu i piciu. A przede wszystkim staram się ciągle czytać porady o trekkingu, o sprzęcie, pogodzie, geografii Nowej Zelandii; jednym słowem staram się oddychać tą przygodą. Tak zazwyczaj przygotowuję się do każdej dużej wyprawy w moim życiu.

Mamy przede wszystkim siebie, więc będzie to świetna przygoda. Życie zawsze jest lepsze dzielone z najbliższymi.

Bardzo lubię iść przed siebie; czasami czuję, że to moje powołanie, a i może każdego z nas. Jakby na to nie spojrzeć: żyjemy na planecie zawieszonej na siatce czasoprzestrzeni w nieskończonym wszechświecie, na tej kropeczce, gdzie cały czas wszystko ulega zmianie, wszystko jest płynne; nawet nasze komórki umierają a nowe się namnażają, więc w jakimś stopniu co kilkanaście lat jesteśmy nowymi osobami.

Może nie brzmi to tak dziwnie, że odnajduję sens w wędrówce, może nauczę się też, z każdym krokiem do przodu, a czasami w tył, być bardzej pobłażliwym dla wlasnych wad, i nauczyć się akceptować tym kim jestem. Może ten destrukcyjny podkład negatywnych myśli zniknie podczas wędrówki.

 

Count your blessings.

Czuję się dzisiaj bardzo dobrze. Może dlatego, że oczyściłem trochę umysł w weekend, na pewno dlatego, że spędziłem weekend w słonecznym ogrodzie na malowaniu płota wraz z Danem.

W angielskim istnieje takie wyrażenie „Count your blessings”, co można przełożyć bardzo dosłownie jako „zliczanie błogosławieństw”, co może nie ma za wiele sensu w języku polskim. Ja bym nazwał to dostrzeganiem tego co nam dobrego się przydaża w życiu, liczeniem naszych radości, docenianiem tego co już mamy. Jeżeli czytasz tego bloga, to masz już tak wiele – dostęp do Internetu, komputer lub jakieś urządzenie elektroniczne czy nawet prosty fakt, że żyjesz w Polsce – kraju bez wojny, głodu czy jakieś wielkiej zarazy.

Muszę sobie często przypominać ile dobrego mnie w życiu spotyka na każdym krokiem i jest to bardzo świadoma wędrówka. Łatwo mi jest zapomnieć o kochającej rodzinie w Polsce, o cudownym chłopaku i nawet prostej rzeczy jak zdrowie: chodzeniu, nie odczuwaniu żadnego długoterminowego bólu. Zapominam z wiekiem cieszyć się, że wyszło słońce zza chmury, że śpiewają pięknie ptaki, że mam co zjeść i mam czystą wodę do picia. Łatwiej mi włączyć autopiloty i oddać stery mojemu ego i po prostu narzekać na wszystko i wszystkich.

Porównywanie się z innymi jest moim największym wrogiem. W ten weekend jednak nie patrzyłem na tych co mają więcej ode mnie, ale spojrzałem na ludzi którzy nie mają nic. Nie mają nic, a dalej żyją, walczą a nawet cieszą się z tak niewielu rzeczy. I wtedy mnie trochę wypośrodkowało.

Nie chcę być tym ślepcem, który narzeka na ciemności ale nie zapala światła. Chcę być tym człowiekiem, który ciągle się uczy, na własnych błędach. Doceniam tą wędrówkę niezmiernie. Szczególnie dzisiaj. Dziękuję.

…dawno temu

.Kochał…..Kochałem….Koch…

Co to za bakteria? Czy Gram ujemna czy dodatnia?

…Twoje ciało, przywierające do mnie…

w letni wieczór…piwo zakupione na stacji.

W dresie ukryty, dreszczem pokryty, w amfiterze,

pochowany, nabrzmienie poczętę, usta dreszczem zwliżone…

gwiazdy, noc, Opole, twoje ciało, niewobrażalnie obce, i ja

zagubiony w nocy, zawierzony, zawieszony, zmuszony, skamieniały…

aż do rana, usta rozgrzane, nabrzmiałe, obolałe i ten amfiteatr,

gdzie Ania śpiewała „kiedy mnie już nie będzie”,

skardzione wspomnienia, zapomniane pocałunki,

pochowane myśli, uczucia odległe….

jajecznia o poranku przy stole rodzinnym, malinki na szyi

i łzy pochowane w samotnym łózku….

Co to znaczy kochać?

Kiedyś myślałem o miłości inaczej. Miłość była jakby narkotykiem, ulotną chwilą, zachywtem romantycznym…wpasowanym w literackie realia. Było ich paru…czemu zakochiwałem się tak często? Może dlatego, że wszysto jest ulotne, chwilowe…Był Wojtek, był nie pamiętam…czemu chce mi się płakać? chciałbym wrócić do tej chwili, Artur? czy to był Artur. Byłem młody głupi, zdeterminowany, niezależny, żądny wrażeń..był Błażej i wiadomość na zapałkach…nigdy tego nie zapomnę…straciłem te zapałki…wiadomość: ‚dziękuję Ci”, czy coś pomiędzy liniami…..i długa podróż do Radomia pociągiem

Bolą mnie twoje wspomnienia,

gdy tak istniejesz bez tej wiedzy,

gdy zwykle odsłyłasz puste wiadomości,

gdy już zapomniałeś,

gdy wcinasz obiad, śpisz spokojnie,

gdy jesteś w tej przeszłości,

zawieszony, nieświadomy

mej boleści.

Bolą mnie twoje zdjęcia na

księdze twarzy, twoje życie ułożone,

moje życie linijką nakreślone, marginesy

proste w linii…

A zagniatanie pizzy, sypanie pieczarek?

a mieszkanie ukryte w bloku?

Czy to jest jakaś zapomniana rzeczywistość,

wszechświat równoległy,

gdzie istnieją/nie istnieją koty?

Sleeping on the floor – The Lumineers

Oglądając teledysk zespołu The Lumineers  do piosenki ‚Sleeping on the floor’ (Spanie na podłodze) przeniosłem się na chwilę w inną rzeczywistość. W tymże teledysku przepiękna i szczerze urzekająca para ucieka na przeprawę po Ameryce, przy dźwięku zwrotki „pack yourself a toothbrush dear” (spakuj szczoteczkę kochanie).

Włączył mi się escapism - chęć ucieczki gdzieś daleko, gdzie życie jest pełne wrażeń, ma odczyn romantyczny; gdzie jest wielka pasja i wielkie nadzieje, wielkie rozczarowania i kłótnie, gdzie nie ma … codzienności. Chociaż obecnie muszę usiąść do nauki, ukończyć dyplom specjalistyczny w dziedzinie bakteriologii, ale gdzie w tym romantyzm czy przygoda?

Taka jedna piosenka może człowieka pociągnąć za rękę i zachęcić do szaleństwa. Magia muzyki. Chociaż tak prawdę moje i nasze życie (to wspólnie z Danem), od szaleństw nie stroni. Zrobiłem już pętelkę pociągiem po Europie, odwiedzając zakątki Francji, Hiszpanii czy Czech, poznając ludzi, zagłębiając się w samego siebie, przy ciągłych obserwacjach obcych mi rzeczywistości, kultur i narodów. I tak pociągnęło to za sobą chęć odkrycia Nowej Zelandii, a potem już wspólnie z moim partnerem,  zza okna Greyhound-a zwiedziliśmy U.S.A., i za kółkiem kempingowym – wschodnie wybrzeża Australii. Nie, nie stronimy od przygód, bo wtedy życie wydaje się …. mniej ulotne?

Czasami siedziąc w ciszy naszego szeregowca w Suffolk, mam wrażenie jakby życie mnie omijało; nie lubię tego uczucia. Przeraża mnie ta myśl, że ciągle płyniemy w kierunku w którym może niekoniecznie sami obraliśmy. Często, więc zatrzymuje się, i  z Danem planujemy – rozmyślamy o tym co nam w duszy gra, o tym co jest ważne i czego chcemy, a co niekoniecznie musi być naszą rzeczywistościa. Zmotywowani własnymi wyborami odczuwamy ulgę. W rzeczy samej, nie uciekniemy od obowiązków, problemów czy nawet przemijania. Chcemy jednak biec ręka w rękę z życiem, a nawet czasami je wyprzedzać przy skoku na bumgee czy locie 24-godzinnym wokół okrąglutkiej Ziemi.

Postój. Nawet w podróżach trzeba się zatrzymać, na posiłek, na nocleg, na załatwienie się. I chcę to docenić i nie bać się tej chwili. Nie jestem specjalistą od spokojnego życia, od codzienności, ale uczę się z wiekiem docenić chwile, gdzie nie mogę po prostu biec. W buddyźmie nazywa się to mindfulness, gdzie nie wybiega się myślami w przyszłość, czy rozpamiętuje przeszłość; po prostu się jest w danej chwili, obserwuje oddech, zauważa świat dookoła i skupia na tu i teraz. Przecież codzienność też może kryć dużo przygód, nawet nauka mikrobiologii, nawet chwile, gdzie nic ekscytującego się nie dzieje, to ciągle chwile życia, które samo w sobie jest ekscytującym konceptem.

Cienka linia

Nie tak szeroka jest przestrzeń pomiędzy byciem człowiekem a byciem nie-człowiekiem. Dzisiaj poczułem, że przekroczyłem tą przestrzeń na stronę człowieczeństwa. Chcę częściej czuć się jak człowiek, a nie jak pusty nie-człowiek; nie chcę czuć się jak to przezroczyste naczynie, które zalewa smutki, zajada smutki i marnuje swoje talenty. Dzisiaj zrobiłem coś dziwnego; wszedłem na czaterie, na której już nie byłem od czasów radomskich. Poznałem tam młodego człowieka, który potrzebuje pomocy. I było to takie naturalne, aby okazać mu trochę ciepła i otuchy, a może i pomocy finansowej w studiach. Strona człowieczeństwa ma ciepłe uczucie w środku, strona nie-człowieczeństwa kruche uczucia i zgagę życiową.

 

Chcę być częściej na tej dobrej stronie. Kuba wierzę w ciebie!!!

Kolejna dzień.

Pracuję. Spędzam przerwy obiadowe na sali komputerowej. Wracam do domu, zmywam, sprzątam i siedzę na kanapie. Oglądam telewizor. Czytam. Idę spać. I tak ponownie.

I czasami wydaje mi się, że nie istnieję. Czasami nie czuję nic. Po prostu jestem; Albo po prostu nie jestem.

Jedynie ból tego nie istnienia przypomina mi, że żyję.