::Księga:: ::pielgrzymów::
::Wydeptane ściężki::
2012 luty styczeń 2011 grudzień październik wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2010 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec kwiecień luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj
Moj e-mail
|
Szum morza...
Miłość od pierwszego wejrzenia.
Dzisiaj jest ten dzień. Walentynki, święto miłości, które spędzę z wypiekami na twarzy przed komputerem na stronie internetowej Urzędu Imigracyjnego Nowej Zelandii. Otóż, w tym dniu, o godzinie 11am, zostaną wydane internetowe wizy do kraju 'długiej chmury'.
Jest to niewyobrażalne, że kiedyś w sferze nieśmiałych marzeń, Nowa Zelandia staje się dla mnie rzeczywistością, z każdym dniem coraz bardziej namacalna. Dzisiaj składam aplikację o wizę 'Traveling working visa', która umożliwi mi dwa słodkie miesiące po drugiej stronie ziemi. Nie mógłbym sprawić sobie większego prezentu na Walentynki. Mój romans z Kiwi-krainą rozpocznie się w sierpniu!!!
2012-02-14 08:45:26 skomentuj (0)
''Czasami życie bywa znośne.''
Umarła Wisława Szymborska. Jedna z dwóch noblistek polskich, o której poezji wiem niewiele. Dziwnym zbiegiem okoliczności jej pogodna osóbka, skłoniła mnie do rozmyślań. Obejrzałem reportaż o laureatce: o jej życiu, fascynacjach, poezji, paleniu papierosów i odczynniku erotycznym. Nazwana 'Mozartem poezji' była napewno nietuzinkowa w swoim jestostwie, zaskakując mnie poczuciem humoru i normalnością. Jedyna nieprzeciętna rzecz, która ja wyróżnia spośród milionów, że była taka bardzo 'przeciętna'.
Pomimo wielu tragedii, potrafiła zachować dystans do życia i do siebie. Wyuczyła się żyć chwilą, cieszyć momentami i opisywać życie w najbardziej parszywej postaci, ironicznie i z przekorą. Mimo wszystko kochała życie i ludzi. Fascynowało ją to, że człowiek jest człowiekiem, a nie małpą albo drzewem. Podziwiała doskonale zaprojektowany świat, pełen cudowności i radości. Jednak stąpała mocno po ziemi, wiedząc że: 'Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny'.
Mimo tytułów naukowych i nagrody Nobla, nie chciała zawierać głosu, gdy proszona o oceny sytuacji kulturowo- społecznych, nie uważała się za znawcę. Twierdziła, że ludzie przeważnie nie maja dużo do powiedzenia, a gdy zapytana, czemu pisze poezję, odpowiedziała 'Nie wiem'.
Wielki hołd dla skromności i wielkości. Hołduję, bo 'przeciętność' osobowości to nie brak osobowości, a amerykańskie modele 'bycia' i pewności siebie to nie jedyna droga w życiu. Muszę przyznać, że też fascynuje mnie natura i cudowność stworzenia. Bo jak można nie zadziwić się np. architekturą kokosa? Kokos ma trzy ciemne 'oczka' z czego jedno jest miękkie, dwa twarde. Gdy uderzy się mocniej w to jedno 'oczko', można dostać się do miąższu i wody kokosowej. Nie wspominając już jak pierwszorzędna struktura aminokwasów, dyktuje jego kształt i cząsteczka polipeptydu sama, w idealny sposób wie jak się złożyć, żeby poprawnie funkcjonować.
Poezja jest częścią życia. Wiem o tym dokładnie, gdyż sam staram się zapisywać swoje przeżycia w ten sposób. Moje skromne starania mają wymiar bardzo osobisty i przeważnie dotykają tego co mnie trapi. Przeważnie są to rozmyślania nad sensem mojego życia, miłością gejowską i przyszłością. Oglądając reportaż o pani Wiesławie, uświadomiłem sobie jak piękne jest pisać; jak pięknie jest rozmyślać, nie tylko trwać. W dzisiejszych czasach świat gna do przodu, a my podłączeni w Ipody i Iphone, zostajemy wyręczani z zadumy. Wszystko można sprawdzić, nawet na google można znaleść odpowiedź na pytanie: 'Co jest sensem życia?' albo 'Czy śmierć boli?'. Przeczytałem dzisiaj na stronie mojego ulubionego pisarza Paulo Coelho, że 'dusza żywi się zagadką'. Moja zapewne uwielbia polemikę o miłości, ludzkości i prawości swojego życia, uwielbia zadawać pytania w wierszach.
Chciałbym jednak nauczyć się od pani Wiesławy tej lekkości. Lekkości w ocenaniu tudzież nie-ocenianiu świata. W absorbowaniu rzeczywistości taką jaką jest, bez narzucania wszystkiemu opinii i doklejaniu emocji. Chciałbym nauczyć się być komentatorem a nie krytykiem.
Abstrahując lekko od tematu poezji, chcę napisać o miłości. Ostatnio chodzi mi po głowie i puka w każde drzwi. Zajęty studiami, pracą, przyjaciółmi staram się na tym nie skupiać. Trudno jednak, bo ta myśl jest tak natrętna i każdą chwilę odetchnienia wykorzustuje na irytujące komenatrze, docinki i długie rozmyślania. Poddanych mimowolnie przesiaduję na Grindr, gaworząc z facetami. Przyznaję, że było by miło wreszcie mieć chłopaka, ale muszę się kontrolować. Przesiadując godzinami na rozmowach, do niczego nie prowadzi. Zresztą ta kwestia jest tak delikatna i drażliwa. Moje przewrażliwienie na temat facetów wprowadza mnie szał. Ciągle mam przeświadczenie w głowie, że nikt mnie nie polubi, albo że nie będę wystarczająco interesujący.
Ostatnio wciągnąłem się w australijski serial 'Winners and Losers', gdzie jednak z bohaterek Sophie, traktuje sex jako rozrywkę; sypia z facetami i traktuje ich jako ucieczkę przed bolesną prawdą. Śmieję się w sobie, bo o ile łatwiej jest po prostu upić się i iść z kimś do łóżka. Z kimś, kto nie zobaczy cię gdy cierpisz, gdy potrzebujesz pomocy, gdy masz gorszy dzień. Ktoś kto zjawia się na chwilę, żeby rozpętać burzę neuroprzekaźników na pare minut, która niweluje i zaspokaja ciało na chwilę. Czy dusza jest odporna na hormony szczęścia?
Spędziłem cały dzień w łóżku. Nie miałem nawet ochoty się ruszyć. Próby podjęte żeby się obudzić były przekomiczne. Raz za razem poddawałem się swojemu obolałemu ciału, nieskory żeby iść na wykłady i Tai Chi. Nazwę to dniem śpiącym. Potrzebuję chyba ich więcej. Schodząc na dół po jedzenie, spotkałem Nathan-ów. Dziwacznym przypadkiem nawiązała się rozmowa o seksualności i 'cottaging-u'. Oczywiście z przekorą dostałem pytanie czy kiedyś uprawiałem sex w toalecie publicznej. Odpowiedź to stanowcze nie, ale z totalną apatią opowiedziałem historię z parku w Glasgow. Historię, gdy odnalazłem miejsce w parku, gdzie mężczyźni spotykali się na przygodny sex. I że byłem tam i sam (z drżeniem) dostarczałem swojemu ciału 'tajemnic'. Zawsze robi mi się wstyd, że tak było. Tym razem nie było. Sprzeczność mojej uczuciowości i wybujała seksualność mogłaby wydać się absurdem. Mogłaby, jednak muszę nauczyć się być szczery przed samym sobą, żeby zintegrować swoją osobę. Żeby móc odnaleść głos i to czego potrzebuje moja dusza. Czy lepiej jest popełniać błedy, czy w ogole nie podejmować życia?
Na mojej tablicy korkowej mam wypisane kroki do sukcesu. Na mojej ścieżce są ukończone studia, studiowanie wirusa HIV, i podróżowanie po świecie czy też wypłata, która umożliwi spełnianie marzeń. A gdzie jest miłość? Rozpisuje się o niej już tyle lat i chcę ją ukryć z tyłu głowy. Może dlatego póka tak głośno i dobitnie. A ja potrafię jedynie upijać się i stawiać jej czoła w groteskowych szaleństwach seksualnych. W tym roku chcę przyznać się do miłości. Chcę przyznać się do tego, że potrzebuję miłości, że wierzę w monogamiczny związek homoseksualny i że potrafię kochać i być kochanym. Chcę przyznać się do swojej wybujałej seksualności i tych dziwacznych doznań z facetami, z których może i nie jestem zawsze dumny. Chcę poczuć integrację wewnętrzną i tak jak Wisława opisywać życie jakim jest, bez zbędnego patosu, lecz szczerze i mimo ran, zachować pogodę ducha. Bo koniec końców, wierzę w swoje szczęście i to, że nie muszę poddawać się jedynie pożądaniu czy alkoholowi.
2012-02-02 23:37:42 skomentuj (0)
Rozgrzane usta, pełne argumentów!
Dawno już tu nie zaglądałem. Ostatnimi dnami byłem bardzo zajęty prawdę mówiąc. Studia, praca i spotkania towarzyskie - to obecnie mój chleb powszedni. I jest w tym coś niesamowitego. Jest w tym wiele wysiłku i pracy, ale o wiele więcej sadysfakcji. Jestem zadowolony, spełniony i pełen energii. Chce pracować na moją przyszłość i czerpać 100% z życia.
Wróciłem właśnie ze spotkania z kolegami, Abdul-em i Tim-em. Bardzo ciekawa kombinacja Francusko-Niemiecka. Do tego obaj doktorzy, jeden medycyny drugi fizyki. Czułem się świetnie z tym towarzystkie, prawdę mówiąc. I nie oceniając ludzi pog względem wykształcenia, jednak czułem że to moje miejsce. Spędziłem fajnie czas przy wódce z colą w ulubionym pubie Molly w Colchester. Chłopaki żartowali, że musze zmienić stolik, gdyż jako jedyny nie mam tytułu doktora. Kto wie...
Ogólnie czuję się dobrze. Czuję się o wiele lepiej po powrocie z Polski, jakbym się odmienił. Czuję ten nagły przypływ chęci, energii i nadziei. Rodzina, miłość, bliskość - chyba to co dodało mi skrzydeł. Mimo, że w Radomiu, czy Marianowie jest wiele problemów, jednak wszystko przeplecione jest tą jedwabną nicią miłością, z której nie da się tak łatwo odplątać!
Dzisiejsza dyskusja z chłopakami miała różne wymiary. Wymiar seksualny, naukowy i życiowy. I co chyba zachwyciło mnie najbardziej, że mogłem podyskutować z kimś o życiu. Gdyż uwielbiam dzielić się doświadczeniami i poglądami z ludźmi, którzy mają coś interesującego do powiedzenia. Cieszę się, że udało mi się twardo pozostać przy moich racjach. Czułem się bardzo zintegrowany i spójny, jakbym mówił prosto z serca. I prawdę mówiać temat miłości i seksualności zawsze będzie u mnie ważny. I gdy człowiek czuje pasję na temat pewnych ideałów i myśli, wtedy wszystko ma sens. Chcę pogłębiać moje pasje i prowadzić życie, takim jakim ono powinno być: przepełnionym radością, szczerością, żartem i silnymi zasadami.
2012-01-23 00:22:57 skomentuj (0)
Smak tej truskawki, w ciepły letni dzień...
Smak, szczery uśmiech, przyjaźń, zapach, podróże, chwile radości...wolniej, wolniej, truchtem zmierzać w stronę szczęścia.
Spowolnić, wręcz zatrzymać się na chwilę, nie poddawać się gonitwie myśli. Na każdym kroku, w każdej chwili (mimo, że świat kręci się coraz szybciej), muszę zwolnić...bo wtedy można ujrzeć piękno...przeżyć coś niesamowitego....
Wszystko co wyjątkowe znajduje się w tych ułamkach sekund, które tak łatwo przegabić. W tym szczerym śmiechu, zaprawionym Strongbow z blackcurrent w przyzamkowym pubie, w chłodnym popłudniu na kocu przy gorzkiej czekoladzie z Duńskim akcentem czy w prostym, mocnym i szczerym uścisku wytęsknionej mamy oczekującej syna, który wraca z Anglii...
Dzisiaj na Tai Chi nasz mistrzy, mówił: 'wolniej, niech ruchy płyną', instruktor Yogi, wykonując powitanie pięciu żywiołów nakazywał wsłuchać się w oddech i pauzować pomiędzy wdechem i wydechem; ponoć w tych paru chwilach odstępu można odnaleść nowy wszechświat.
A tu życie codzienne wstaje i ... gonię: bitwa z budzikiem, przyśpieszony krok do pracy/na studia, nieprzespana noc przed zaliczeniem, tuziny niepotrzebnych sms-ów do niego, godziny na grindarze, drink za drinkiem za drinkiem...gonitwa myśli.
Ponoć prostota jest kluczem do szczęścia. Na czym opiera się prostota? Na zatrzymaniu się i wykonywaniu jednej rzeczy na raz. A co ja właśnie zrobiłem? zacząłem pisać bloga, zagrałem z 5 piosenek, zbiegłem na dół po dane konta bankowego, odwiedziłem bank on-line i przeczytałem 50% maila od profesora; może i imponujące, ale wykańczające.
Często zastanawiam się czemu tak mi skaczą nastroje, mam huśtawki nieuzasadionej złości, po czym nieograniczonej radości. Wydaje mi się, że mój umysł nie wytrzymuje natłoku informacji. Że od tych tetragigów danych dostarczanych na raz, emocje są jak niespokojna fala - zmieniają się z częstotliwością napływu danych. Najciekawsze, że umysł został tak wyćwiczony, że kiedy staram się zwolnić, nie myśleć, zajać się jedną rzeczą - wariuję. Nie potrafię sobie poradzić z pustką i automatycznie mózg włącza tryb kreowania scenariuszów życiowych, tych katastroficznych oczywiście.
Jednak są osoby, które mnie zwalniają, które koia i trzymają mnie w jednym kawałku. Za to dzisiaj tym przyjacielom, rodzinie, zapoznanym nieznajomym i napotkanym podróżnikom muszę serdecznie podziękować. Czym życie byłoby bez tych cudownych ludzisk...
2011-12-02 00:35:48 skomentuj (0)
Czasami slabosc to co pozostalo....
Kadzidelko, swieczki, zapity umysl, oczekujacy na sex, ktory niby ma usmiezyc wszystko. Jeden sms, pare slow, i oczekiwanie. Upity, nieznosny, pragnacy bliskosci i ciala...ciezko to wyjasnic. Wiem, ze przyjdzie i bedzie ze mna, tu w moim lozku. I bedzie dobrze, na chwile...
2011-10-29 04:41:36 skomentuj (0)
Przebaczenia i aceptacja.
Galop koni. Glosne i regularny stukot kopyt konskich o podloze. Czasami ten stukot jest nie do zniesienia. W mojej glowie, bardzo rzadko jest cisza, spokoj i sielanka. Wszystko pedzi, spieszy sie i stada mysli galopuja jak mustangi, nieokielznane i nieokrzesane. I w jakis paradoksalny sposob uswiadomilem sobie, ze jednym z niewielu wyborow jakich mam, zeby sie wyciszyc jest alkohol. Czasami, zeby sie dowartosciowac i poczuc wartym czegokolwiek jest sex, a innym razem jedyna ucieczka jest jedzenie.
Mam powazne problemy psychologiczne, z ktorymi nie potrafie sobie poradzic. Obecnie czuje sie bardzo zagubiony i odlaczony od rzeczywistosci. Czasami, gdy sie budze, nie wiem czy to rzeczywistosc, czasami nie wiem czy chce stawiac czola tej rzeczywistosci. A czasami czuje sie pelen energii, zainspirowany jakis utworem muzycznym czy filmem, a moze przeczytanym aforyzmem i chce stawiac czola wszystkiemu; zmieniac i ulepszac siebie, dopoki nie poczuje sie bezwartosciowy ponownie. I tak jak fale sztormu rzucaja statek raz w gore, raz w dol, tak samo jest ze mna.
Emocje. Moj mozg uzywa jezyka emocji. Wszytko i wszyscy tlumaczeni sa na emocje. W przeciwienstwie do ludzi cierpiacych na Asperger syndrom, ktorzy nie potrafia rozrozniac emocji na twarzy, ja jestem obsesyjnie uzalezniony w odczytywaniu, rozpoznawaniu i wyszukiwaniu ludzkich emocji. Czasami male zmiany w wyrazie kogos twarzy komunikuja mi o wiele wiecej niz moze osoba sama chciala by wyrazic. Gdy pisze 'ja', nie pisze tego ze robie to celowo.
Od tego wlasnie chce zaczac zmiane. 'Ja jestem...' to stwierdzenie mylne, ktore jest w epicentrum moich zmagan z psychologicznymi problemami. Stwierdzenia typu: 'Ja jestem obsesyjnie uzalezniony od wyszukiwania ludzkich emocji' to nie prawda. To moj mozg tak dziala i tak fukcjonuje. Osobiscie ja, chcialbym to zmienic. Chcialbym moc nie zwracac uwage na ludzka opinie i emocje tak bardzo. Nie czuc sie atakowany przez ich poglady i slowa, skonczyc z Ta paranoja, ze wszyscy na mnie patrza. Chcialbym zmienic wiele rzeczy. W mojej glowie obwiniam sie o wiele rzeczy, a potem robie nawet wiecej rzeczy zeby potwierdzic to, ze jestem obrzydliwy i bezwartosciowy. Ale to nie 'ja', to moj umysl, ktory zostal tak zaprogramowany, nauczony przez wiele bolesnych i wstydliwych sytuacji z przeszlosci.
Rozumie juz tak wiele. Rozumie, ze nie moge sie obwiniac za swoja niesmialosc towarzyska i za to, ze czuje sie gorszy od innych. Dzisiaj postawilem sobie takie pytanie:'Jakby ktokolwiek inny poczul sie, gdyby zaczal robic sie czerwony na buzi bez powodu w grupie ludzi i nie wiedzial co powiedziec?' Ta osoba, ktorej cialo i umysl reagowaloby w taki sposob na sytuacje towarzyskie poczulaby sie dokladnie tak jak ja sie czuje: zawstydzona, bezwartosciowa, zla i ulegla na opinie innych. I to uczucie paniki jest normalne - bo nie wiem czemu tak wlasnie reaguje i czemu tak sie czuje. Jestem wtedy taki slaby jako czlowiek, czuje sie maly i ohydny. I mysle, ze musze stawiac czola pytania jak: 'Czemu jestes taki czerwony?, co sie z toba dzieje? czemu jestes taki zly/zdenerwowany?' Ze musze na nie odpowiedziec, ze musze wiedziec czemu. Ale taka jest prawda: 'Nie wiem'. Nie wiem i sam byl dal milion funtow, zeby ktos mi to wyjasnil i mi ulzyl w tej przypadlosci. Ale na dzien dzisiejszy, obwiniam sie za to, ze nie wiem. Nie wiem czemu moje cialo jest po za moja kontrola. I to powoduje powazne konsekwencje w kazdej dziedzinie mojego zycia.
Obwiniam sie za to jaki jestem i zawsze porownuje sie do innych. Nie chce, ale moj umysl tak dziala. Czasami slysze od przyjaciol, rodziny: ' Nie mysl o tym tyle'. Prawda, za duzo myslenia jest zle i dewastujace, gdyz wszystko obraca sie wokol negatywnych emocji. I jeszcze raz: jezeli tylko moglbym nie myslec. Jezeli moglbym nie myslec, nie czuc, tylko zyc teraz i tu - oddalbym za to wiele. Ale dla mnie 'nie myslenie' jest tak ciezkie. Powiedz mi: przejedz Europe pociagiem - zrobie to, powiedz mi, zebym sie upil i zrobil cos szalonego - nie pros dwa razy, popos zebym napisal esej - nie ma problemu, ugotowal obiad - wszysto co zechesz, ale popros zebym przestal myslec - latwiej byloby mi skoczyc na bungee.
Jednak nie moge tak dluzej zyc i ludzic sie, ze uniwesytet czy pozdroze mnie zmienia. Musze sie powaznie zabrac za ten problem. Tak, jest to problem, ale nie dlatego, ze 'JA' jestem bezwartosciowy i ohydny. Jest to problem z funcjonowaniem mojego mozgu, ktory musze powaznie rozwazyc. Nie chce do konca zycia czuc sie gorszy i nienawidzic samego siebie. Nie moge katowac sie za rzeczy, na ktore obecnie nie mam wplywu. Chce zmienic to jest mozliwe i nauczyc sie akceptowac cala reszte. Bo 'ja' to nie: obrzydliwy czlowiek, bezwartosciowy idiota, perwersyjny zarlok, spoleczny inwalida, alkoholik. To tylko glosy w mojej glowie, to tylko moj mozg, ktory zaprogramowal te reakcje na sytuacje, z ktorymi zetknalem sie w zyciu. Jednak ja wiem, ze to prawdziwe 'ja' to: poeta i pisarz, inteligentny i wrazliwy czlowiek, humanitarny i przyjazny student, naukowiec i podroznik i kochajacy syn, brat i przyjaciel z wielkim aspiracjami.
Chce malymi kroczkami zaczac ta zmiane. Zmiane, ktora probowalem zaprowadzic tak wiele razy, z krotkotrwalym sukcesem. Tym razem, musze zrobic to powoli i smiertelnie powaznie. Gdyz wiem, ze moj umysl jest coraz bardziej nieznosny, a wspomnienia bardziej bolesne.
Jezeli tego nie zmienie teraz, moj umysl zacznie budowac na tych wszystkich ohydnych rzeczach, ktorych sie boje. Zacznie budowac na niedowartosciowaniu i rzeczach, ktorym obecnie sie poddaje, zeby osiagnac jakokolwiek sadysfakcje. Zacznie mnie definiowac poprzez przypadny sex, otylosc, glupie seriale, zachlanosc, zlosc, nienawisc, przegrana i cala reszte, w ktorej obecnie sie topie.
Mam studia, prace, przyjaciol, rodzine i pozdroze, ktore MUSZA byc prawdziwa podstawa w moim zyciu. Nie jestem sam ze swoimi problemami. Nie jestem taki obrzydliwy jakim mnie moj umysl kreuje. I nie chce ignorowac glosow, ktore mowia, ze jestem: insprujacy, niesamowity, przebojowy i odwazny. Jestem za nie wdzieczny i nie musze nic udowadniac.
Przeczytalem ostatnio przepiekna sentencje, ktora mniej wiecej szla tak: Bol jest w zyciu potrzebny, bol jest podwalina szczescia. Gdyby czlowiek nie doznal cierpienia, nie molgby osiagnac wyzszego szczescia. Bol drazy szczeliny w czlowieku. Jedynie wtedy doglebne i prawdziwe szczescie moze je wypelnic.
Przyznaje sie, ze mam problem i chce go rozwiazac. To moj pierwszy krok; przebaczenie i akceptacja.
2011-10-24 16:36:42 skomentuj (0)
simply Rose...
Wzniesiony w niebiosa,
w błękicie, w falach,
w zeszycie, na A4
wypisane.
Wspomnienia, dni letnich.
Zasiadłem na progu w Nicej,
maskaradzie gejowskiej,
wpatrzony w sylwetki,
ciał wyrzeźbionych
reką mistrza,
Michała Anioła,
w myślach nucąc słowa...
Twe usta, twe policzki,
zapach Twojej marynarki.
Na bałtyckim molo,
przyciągając twoje ciało,
zanurzony w zaroście...
Pod piaskiem mych myśli,
przemierzając mile skm-ką.
I zagubiony w dalekiej Europie,
Z włosami odkrywającymi,
kolejne losy życia.
Upadając i powstając...
ku twoim ustą, oczą
myślą.
Odpalić
kolejnego papierosa,
od serca bijącego mocniej
jedynie gdy oddane
w winne przemyślenia.
Gdy Twoje zapałki zgasną,
a kolejna beinteresowna
twarz przeminie moje obliczę,
zapomnę na zawsze...
A słowa w duszy wyryte pozostaną:
'Dziękuje za te pare
pięknych chwil'
Zabłysną na niebie,
w nowej konstelacji
i przyświecą podróżniką.
Zagubionym duszą.
Rozbitkowie znajdą
swoją wymażaną drogę.
W niewymówionych,
staraniach, zaplanowanych
regułkach, które nie
mają sensu.
Twoja dłoń, która
spoczęła na moim
policzku w tą letnią noc
Twoje serce, które
zabiło mocniej na sekundę
będzie zawsze
częścią mnie...
Częścią tej maskarady,
wytańczonej
dla Ciebie...
2011-10-05 02:15:42 skomentuj (0)
{smscontact}
|
|