Cienka linia

Nie tak szeroka jest przestrzeń pomiędzy byciem człowiekem a byciem nie-człowiekiem. Dzisiaj poczułem, że przekroczyłem tą przestrzeń na stronę człowieczeństwa. Chcę częściej czuć się jak człowiek, a nie jak pusty nie-człowiek; nie chcę czuć się jak to przezroczyste naczynie, które zalewa smutki, zajada smutki i marnuje swoje talenty. Dzisiaj zrobiłem coś dziwnego; wszedłem na czaterie, na której już nie byłem od czasów radomskich. Poznałem tam młodego człowieka, który potrzebuje pomocy. I było to takie naturalne, aby okazać mu trochę ciepła i otuchy, a może i pomocy finansowej w studiach. Strona człowieczeństwa ma ciepłe uczucie w środku, strona nie-człowieczeństwa kruche uczucia i zgagę życiową.

 

Chcę być częściej na tej dobrej stronie. Kuba wierzę w ciebie!!!

Kolejna dzień.

Pracuję. Spędzam przerwy obiadowe na sali komputerowej. Wracam do domu, zmywam, sprzątam i siedzę na kanapie. Oglądam telewizor. Czytam. Idę spać. I tak ponownie.

I czasami wydaje mi się, że nie istnieję. Czasami nie czuję nic. Po prostu jestem; Albo po prostu nie jestem.

Jedynie ból tego nie istnienia przypomina mi, że żyję.

Frustracje osoby wrażliwej.

Kolejny dzień w pracy. Kolejny dzień w życiu osoby dorosłej. Kolejny dzień w życiu osoby bardzo wrażliwej – przewrażliwionej, emocjonalnej o dyspozycji instynktownej. Bardzo się cieszę, że mam pare chwil po obiedzie na napisanie kolejnego wpisu. Wiele razy już obiecywałem sobie, że to będzie ten raz kiedy zacznę pisać regularnie; zawsze kończy się klęską… Muszę przyznać, że ten tydzień był bardzo udany. Miałem dni, a szczególnie wczoraj, kiedy było bardzo fajnie w pracy. Każdy ze sobą rozmawiał, a atmosfera rozluźniła się. Nie są to jednak momenty, które trwają długo. Moi współpracownicy są bardzo nerwowi i stresują się łatwo. Może nie wszyscy, ale większość. Nie dogadujemy się, a ja czuję się odizolowany. Gdy rozmawiając dzisiaj z Patrycją przez Skypa,  zapytała mnie: „A może to dlatego, że jesteś Polakiem?”. Może i tak, napewno jest to kwestia nie wspasowania się w ich małomiasteczkowy świat. Już tak mam, że gdy wyczuwam niechęć ze strony innych, ciężko mi funkcjonować. Myślę tutaj głównie o mówieniu, wysławianiu się, zabieraniu głosu w sprawach zawodowych. I to mnie właśnie frustruje tak bardzo. Odbieram to jako bardzo dużą wadę, niekompetencję z mojej strony i obwiniam się, że nie mogę się przełamać. Ciągnie się to jednak od dziecka. Wydać się to może zabawne, ale wypowiadanie się w grupie osób paraliżuje mnie. Obecnie czuję jednak, żę muszę się wykazywać na forum współpracowników i tu jest cały ambaras. Chcę być bardzo elokwentny, wypowiadać się z pewnością siebie, dawać prezentacje na temat mikrobiologiczny i potrafić rozmawiać z każdym w pracy – nawet z osobami, których nie znoszę. Chcę, chcę, zmuszam się i tym bardziej nie potrafię. Chyba nie jest to bez powodu, a moja emocjonalność gra w tym dużą rolę. Chcę się z tym pogodzić. Nie muszę wcale potrafić, przecież to nie jest w żadnej umowie, to tylko moja chęć bycia jak inni. Wydaje mi się, że to chęć bycia profesjonalnym i adekwatnym w życiu zawodowym. Jakoś łączy się to dla mnie w jedną całość – odwaga i elokwencja i bycie dobrym w tym co się robi. Szkoda jednak, że mój umysł potrafi być tak bardzo jednostronny w samoocenie. Dorastam. Zauważyłem jednak bardzo pozytywną zmianę. Dzisiaj po raz pierwszy wyraziłem swoją opinię i postawiłem się przełożonemu. Zrobiłem to w sposób nieagresywny i nieemocjonalny. Zwyczajnie powiedziałem mu, żeby mi dał spokój, bo staram się pracować. Jest jednak zmiana. Emocje nie zawsze biorą górę. Nie można jednak zakazać osobie bardzo emocjonalnej, żeby nie kierowała się emocjami; jak można zakazać kotu polowania na myszy? Przecież to instynkt! Nie wygra się z naturą, jednak można z nią współpracować. Chcę współpracować ze swoją zakręconą psychiką, która jest bardzo egocentryczna. Tylko tak mogę się rozwijać, a to jest dla mnie bardzo ważne w życiu – rozwój osobisty. Upadam. Pare tygodni temu podupadłem poważnie na duchu. Na początku upadłem emocjonalnie ze stresu w pracy i wybiegłe z płaczem. Nie potrafiłem dłużej wojskowo kontrolować swojego stresu i wybuchłem, szukając pomocy u przełożonej. Podniosłem białą flagę i wziąłem resztę dnia wolnego. Nie potrafiłem sobie poradzić z władczym i oschłym postępowaniem starszego stażem kolegi. Jest to osoba bezwzględna i analityczna – na spetrum charakterowym, moje przeciwieństwo. Czułem się jak w jakimś koszmarze. Chciałem mu „dogodzić” i robiłem wszystko, aby było dobrze. Jednak nigdy nie było wystarczająco dobrze. Moje emocje były porozrzucane jak pranie po wichurze w ogrodzie. Czasami upadam. Czasami każdy z nas upada i nie możemy się za to winić. W słowach s. Małgorzaty Chmielewskiej „świat jest parszywym miejsce”. Jest. Świat w którym żyjemy jest okrutny, niesprawiedliwy, niezrozumiały i niewytłumaczalny (mimo, że naukowcy zarzekają się, że wiedzą więcej niż myślą). Żyjemy w dobie wojny syryjskiej, uchodźców, rosnącej przepaści finansowej i poważnych zmian klimatycznych. Moja ciocia jest przekonana, że są to czasy ostateczne. Momentami, przeraża mnie to wszystko. Jednak w tym całym chaosie jest wiele promyków nadziei i piękna. To jest jedna z moich niesamowitych zalet, że naturalnie dążę do radości, uśmiechu i dobra. Jestem takim genetycznie zaprogramowanym pesymista z natura prawdziwego optymisty. Czasami upadamy w tym okrutnym świecie, bo życie jest ciężkie. Nie znaczy jednak, że możemy się podnieść. Upadam ostatnio częściej niżbym chciał, ale zawsze się podnoszę. Nadzieja w sercu mi podpowiada, że zawsze będę się podnosił, bo jest to kwintesencja natury ludzkiej. Musimy ufać, że jakoś to będzie, że zawsze będzie dobrze. I w tym wypadku wiara jest bardzo istotna. Wierzę swoim insynktom i dążę ku rozwojowi i lepszemu poznaniu życia. Czerpię dużo energii z afirmacji na internecie, a także dużego zainteresownia psychologią pozytywną. Nie sadzę, że psychologia pozytywna jest panaceum na wszystkie troski ludzkie; przeciwinie, czasami może zaszkodzić, gdy sami się oszukujemy i uśmiechamy na przekór losowi. Czasami trzeba upaść i popłakać, załamać się i oczyścić umysł i duszę. Dzięki Bogu, są w moim życiu ludzie, którzy mnie wspierają i kochają bardzo mocno. Bez nich ani rusz! Bez godzin spędzonych na telefonie, uścisków i czułych pocałunków. Przecież każdy tego potrzebuje, nie oszukujmy się. Życie mnie bardzo dużo uczy. Uczę się, że mam dużo wad, których może nigdy nie zmienię. Uczę się, że czasami lepiej jest zwolnić, a nawet zatrzymać się aby poobserwować świat i życie – Bóg poukrywał tyle odpowiedzi na codzienne troski i problemy dookoła nas. Czasami warto wyłączyć komórkę i internet i dopuścić do siebie żywe osoby – często moga nas zaskoczyć. Dar bliskości i rozmowy z innymi jest bardzo potrzebny człowiekowi. Mój tata powiedział mi kiedyś, że „człowiek nie jest samotną wyspą”. Jesteśmy jak zwierzęta stadne i od tego nie uciekniemy, chyba że w uzależnienia. Ja uciekam często w to drugie; chciałbym częściej uciekać do ludzi. Akceptacja. Uczę jej się okazjonalnie. Wydaje mi się, że osiągnąłem tak wiele i dalej mierzę na więcej, bo jest przy mnie Dan. Facet, który kocha mnie jak nikt inny. Nigdy nie krytykuje mojego wyglądu i fizyczności- a to znaczy wiele. Zawsze miałem problemy ze swoim ciałem. Czułem się jak jakiś dziwny przypadek człowieka. On to zmienia. Czuję się komfortowo, gdy jestem przy nim. To jest wielki dar. Samotność. Mam z tym wielkim problem ostatnio. Nie myślałem, że będę czuł się samotny, a jednak obecnie czuję tę silnę pustkę i brak więzi z otoczeniem. Mieszkamy daleko od znajomych i rodziny. Jest to bardzo ciężkie. Czasami uciekam się w uzależnienia, żeby zniwelować ból. Boli, że nie mogę pojechać na niedzielny obiad do mamy, że znajomi ze studiów nie mają czasu odwiedzić – czy fakt, że nie mam silnych znajomości z pracownikami. Czasami jestem ja i pusty dom, gdy Dan pracuje jak dzisiaj. Nauczyłem się odłączać od rzeczywistości – wdzięczność jaką mam do twórcy internetu jest niesamowita! Jednak jest to pułapka. Scenariusz typu: seriale i wideo przez internet, jedzenia na wynos i alkohol, czy przeplatana pornografia – to wyniszcza. Chyba łatwiej byłoby po prostu coś wciągnąć i tyle. Pomaga to jednak w ciężkich chwilach, bo dostarcza szybką dawkę endorfin. A ja lubię żyć szybko, w biegu, uciekając. Zauważam jednak, że marnuje tym samym bezcenny czas. Chcę się rozwijać, a tkwię w miejscu. Narzekam, że nie potrafię, sparaliżowany strachem. Chciałbym to zmienić. Jest wiele rzeczy, które chciałbym osiągnąć i przekazać innym. Zapewne są lepsze metody na samotność niż wyłączanie mózgu. Pisanie bloga, napewno pomaga. Patrzę jednak na życie realistycznie i chcę zaprzyjaźnić się z samotnością. Nie będziemy mieli dzieci, przynajmniej swoich, więc dom będzie często cichy i pusty. Witaminy! Zacząłem brać witaminy B compleks, i D, i magnez. Czuję się niesamowicie obecnie! Do tego postanowiłem chodzić do pracy, zamiast jeździć samochodem. Czuję zmianę i chcę się tego trzymać jak najdłuzej. Mamy cudowne plany na przyszłość i nie chcę sam siebie sabotażować. Jestem myślicielem i wielkim „prokrastynatorem”, mogę z tego czerpać, nie musi to być jedynie wada. Postaram się ukierunkować swoją energię i wykorzystać do ukończenia specjalizacji bakteriologicznej, do ukończenia renowacji domu i pomocy Danowi w jego ciekawych pomysłach. A potem uwolnię wrażliwość w podróżach po Australii. Czyż to nie cudowny plan? I mimo, że te myśli są w mojej głowie, mogą one stać się rzeczywistością. Jeżeli jedynie zachowam tę wizję, skupię się na tym co ważne i przekonam swoją niesforną małpkę – „Gawła” ( odnosnie do „Paradoksu Szympansa”), bedzię bardzo dobrze. Wierze, że mi się uda. Wiem, że każdy człowiek ma w sobie niewyobrażalne pokłady inteligencji, talentu i siły; niekażdy jednak dokłada starań aby je odkryć. Ja kontynuuję swoją misję odkrywczą, czuję, że jestem coraz bliżej!

Strachy na lachy

Nie wiem co dokładnie oznacza „strachy na lachy”, ale znam taki zespół muzyczny i nie wiem ile mają wspólnego z zaburzeniami na tle nerwowym. Wiem za to jak czuje się człowiek, który takim fobią musi stawiać czoła każdego dnia; jednego dnia wydaje się to znośne, a innego bolesne.

Odkąd pamiętam wyróżniałem się spośród rówieśników, a często sam odczuwałem, że odstaję. Może zabrzmi to jak błahostka, ale zawsze miałem problem (i ciągle mam) z powiązany z rumieńcami. Moje ciało jest jakoś tak dziwacznie skonstruowana, że nie robi ono co chce; zawsze jest mi za gorąco i się czerwienie, albo w drugą stronę – na mrozie, jeszcze gorsze rumieńce.

Jest to coś nad czym nie mam kontroli, a przysparza mi nie tylko wiele nieprzyjemności ale i pytań, a także złośliwych i niezłośliwych komentarzy. Dochodzi do tego czerwienienie się z przyczyn zażenowania, braku pewności siebie, bycia w centrum uwagi, a nawet gdy mam inne poglądy niż mój rozmówca. Nie muszę nawet wspominać o piciu alkoholu, ćwiczeniach fizycznych, goleniu sie itd.
Jak to nazywa mój chłopak, mam „cerę dziewczęcą, delikatną jak kwiaty lilli”.

I mimo tej wstydliwej przypadłości, dalej idę pod prąd; ba, może i bardziej mam „parcie na szkło”. Układam sobie życie po swojemu, robię to co w mojej mocy, aby wyrobić sobie mocny charakter i nie przejmować się tym. Jednak czasami nie jest łatwo, gdyż czuję się, że często jest to ohydna przypadłość, która jest w pewnym stopniu moją „ułomnością”. Czuję się czesto winny i nieadekwatny, gdyż tak czułem się jako dorastający chłopak. Gdzie wszyscy dookoła kommentowali: „ale jesteś czerwony”. „czemu tak się zaczerwieniłeś?”, „ale z ciebie burak”, „co ci się stało z policzkiem, masz plamę”, „ale masz wypieki”. Czasami nawet jestem zły na tych ludzi, którzy zadają te same głupie pytanie w kółko. Czy tak trudno pojąć, że ktoś ma po prostu wrażliwą skórę?

Społeczeństwo jednak jest skonstruowana w taki sposób (to polskie, w którym sie wychowałem), że wytknie ci każdą wadę i wszystko co „abnormalne”. Jednak to nie musi znaczyć, że jest to prawdą.

Prawdą jest jedynie to w co pozwolisz sobie wierzyć. Nie staram sie dłużej wmawiać sobie kłamstw, bo wiem, że kolor mojej twarzy nie ma na znaczeniu w miłości, pracy i życiu osobistym. Jest jedną z wielu cech, którą czynią mnie tym kim jestem. Jeśli nie moge tego zmienić, to chcę uczynić to moim atutem. Tak naprawdę, koniec konców: jakie to ma znaczenie?

„Nie można zmienić swojego życia, jeżeli najpierw nie zmieni się swoich myśli” G.B. Shaw

Powrót do przeszłości

Znalazłem się tutaj o 1:30 nad ranem czasu angielskiego. Wróciłem z przyjęcia bożonarodzeniowego i nie mam ochoty na sen. W drodze powrotnej do domu , zaczęliśmy wspominać „dobre, stare czasy” studiów w Anglii z koleżanką Talani. Czy takie rozmyślania to jednoznaczne z wyrażaniem dezaprobaty z obecej sytuacji w życiu?

Odprowadziłem filigranową Talani do jej dużego domu – przepięknej willi w stylu wiktoriańskim w zamożnej dzielnicy Ipswich. Sam wróciłem do swojego szeregowca przy ulicy Cavendish, zatrzymując się w ’egzotycznym’ sklepie na rogu, aby kupić dwie butelki wina białego – Chardonnay i Pinot Grigio za niecałe sześć funtów. Pani z mocnym akcentem wschodnioeuropejskim powitała mnie zdawkowym ‚hi’, a pożegnała bezemocjonalnym ‚bye’ przewracając kolejne strony magazynu. Wróciłem i otworzyłem butelkę….i po paru godzinach: sączenia wina, słuchania przebojów polskich, oglądania konkursów muzycznych typu ‚The Voice of Poland’ , a także czytania swojego bloga -pomyślałem:

Jaką radę dałbym sobie samemu, gdy miałem 17 lat i zaczynałem tego bloga? Co bym powiedział tamtemu chłopakowi?

Kot zasnął. Ja natomiast a po głębokim łyku wina zacząłem rozmyślać przy pierwszej płycie Ani „Samotność po zmierzchu”. Czy będąc obecnie w wieku 29 lat mogę przekazać coś sensownego 17-letniemu Pawłowi? Przeszły mnie ciarki, gdy Ania mi słodko zanuciła do ucha jakby z przeszłości, a młodociany Paweł zaczą jawić mi się przed oczami. Ten nieporadny chłopak, co dopiero zrzucił nadwagę i odkrył masturbację, a najważniejsze, zaczął odkrywać nie tylko swoje potrzeby fizyczne ale i emocjonalne; potrzeby tak sprzeczne z otaczającą go rzeczywistością. Paweł, który z wypiekami na twarzy, w tajemnicy odkrywał kolejne gejowskie kanały na czatach internetowych na portalach Onet i Interia. To nie wszystko, poznawał też kolejnych chłopaków i mężczyzn z Radomia, którzy tworzyli jakiś dziwaczny „underground”, świat który był niezauważalny dla przeciętnego człowieka!!! Co mogę powiedzieć temu Pawłowi, który co niedzielę uczęszczał do kościoła i przesiadywał godzinami na internecie, zaniedbując szkołę; chłopakowi, który zauraczał się mężczyznami szybciej niż wschodzą żonkile na Wielkanoc, i prowadził nietuzinkowe, ale także nasycone erotyzmem rozmowy przez Internet; królowi SMS-ów, władcy flirtowania słownego, poecie, cierpiętniku, niezłomnemu romantykowi, który opłakiwał fragmenty biblijne o wiecznym potępieniu dla ‚mężczyzn, którzy współżyją z mężczyznami’? Co mam mu do przekazania po tych 12 latach?

Napięcie zaczęło wzrastać, zacząłem szukać słów i ogarneła mnie niepewność. Wyszukałem doskonałą na ten moment piosenkę Ani ‚Pamiętać chcę’, która przywołała wiele wspomnień z tamtego okresu. I prawdę mówiąc nie wiedziałem jaką radą mogłem posłużyć. Nie wiem też czy ten młody, ambitny człowiek spojrzałby na mnie z pogardą czy z podziwem. Mam nadzieję, że wybrałby druga opcję.

Powiedziałbym mu napewno, żeby nie płakał tyle po Wojtku, Jarku, Łukaszu czy Arturze, żeby nie tracił łez. Chciałbym mu powiedzieć, żeby nie spał z tyloma mężczyznami myśląć, że to ukoi ból, jakikolwiek, zaczynając od egzystencjonalnego! Chciałbym z nim usiąść ścisnąć go za ramie i powiedzieć: „Nigdy nie trać swojej wiary w miłość i piękno tego świata. Nigdy!”Żeby się uczył wytrwale i poznawał ludzi, i żeby poszedł do psychologa. Chciałbym aby ten człowiek mógł otwarcie powiedzieć komuś o swojej seksualności i przestał żyć groteskowe, podwójne życie.  Chciałbym go objąć, przytulić i razem sobie nawzajem popłakać, bo to zawsze oczyszcza. Chciałbym aby nauczył się pomocy innym i aby pozostawił swoje ego za drzwami idąc w świat.

Chociaż czy mogę stanowczo dawać takie porady?  Gdyż, gdyby ten młody i zrozpaczony Paweł nie postąpił tak jak postąpił….może ja w wieku 29 lat nie pisałbym tego bloga z Anglii. Może mój brawurowy wyjazd na przekór wszystkim, nigdy by nie nastąpił. Zmieniając przeszłość, zmieniłbym też przyszłość. W takim stwierdzeniu zauważam, że nic w życiu nie dzieje się bez powodu.

Chyba to wszystko czego dokonał 17-letni Paweł, nie może być zmienione. Dzięki jego pasji, brawurze i odwadze, poznałem język angielski do stopnia perfekcyjnego, ukończyłem studia biomedyczne, poznałem Dana i kupiliśmy razem dom. Dzięku temu chłopakowi o czerwonych policzkach, mogłem rzucić się w życie pełne przygód i piękna. Dzięku niemu moje serce było łamane i sklejane z powrotem w całość….dzięki niemu trafiłem na Dana – Anglika, który okazał i okazuje mi więcej miłości takiej której słowa nie wyrażą. Miłość ta nie jest ekzaltowana i transcendentalna, ale prozaiczna i namacalna… to zwykła kawa w łóżku, buziakiem na dobranoc i wspólne budowanie życia od podstaw….

Dzięki temu Pawłowi z 2003 roku, mam okazję zostać tłumaczem literackim i pisarzem, a dzięki jego kolejnym brawurowym akcją udało mi się zostać mikrobiologiem.

Słuchaj 17-letni Pawle: „nie chcę abyś nic zmieniał i tylko dziękuję Ci za Twoje łzy, pot, wysiłki, cierpienia, samotność, zmagania, trudności a przede wszystkim wytrwałość….i mam nadzieje, że gdybyś mnie ujrzał obecnie to też byśbył ze mnie dumny!

Zgłębianie życia

Moment niezaprzeczalnie historyczny miał miejsce wczoraj. Brytyjczyk Tim Peake po 6 latach przygotowań wyruszył z dwójką innych kosmonautów Jurim Malenchenko i Timem Kopra na eksploracje kosmosu. Odważne trio zostało wysłanie na 6-miesięczną misję na Międzynarodową Stację Kosmiczną (nota bene najdroższa konstrukcja stworzona przez człowieka!), aby zgłębiać kosmos, a także szerzej zrozumieć jak ciało ludzkiego radzi sobie w warunkach nieważkości. Wspomniałem, że wydarzenie historyczne, ale głównie w dziejach angielskich, gdyż jest to pierwszy brytyjski kosmonauta, który został wysłany przez Europejską Agencję Kosmiczną na tak długą misję w kosmos.

Polakom też nie zabrakło sukcesów w tej dziedzinie. Naszym bohaterem podbojów pozaziemskich był Mirosław Hermaszewski, który to, jako jedyny rodak w historii, opuścił atmosferę ziemską na pokładzie Sojuz-30w 1976 roku .

Poczułem wczoraj niesamowity przypływ ekscytacji oglądając relację na żywo z dokowania statku Sojuz TM-17M na pokładzie, którego znalazł się Anglik. Najbardziej zapierającym dech w piersiach momentem było  powitanie przez przebywających na stacji kosmonatów nowych „rekrutów” przy otworzenie drzwi kabiny. A całą misję mogliśmy śledzieć na BBC2 przy fascynującym sprawozdaniu astronatuów, którzy też kiedyś wyruszyli na podboje kosmosu. Jedną z kosmonautów w studiu była Helen Sharman, która miała możliwość spojrzenia na kulę ziemską z innej perspektywy. Gdy zapytana, co jest najbardziej niesamowite w przebywaniu na orbicie ziemskiej, odpowiedziała, że kolorystyka naszej pięknej planety. Kontynuując dodała, że nigdy nie zapomni wyrazistości i różnorodności odcieni korolu niebieskiego – coś czego nie uchwyci żadna kamera, a jedynie oko ludzkie.

Tak - poczułem się zauroczony tym niesamowitym wydarzeniem, a także jak wiele potrafimy osiągnąć jako rodzaj ludzki.  Człowiek małych rozmiarów, taki jak ja czy ty może polecieć w kosmos, tzn. wyrwać się niesamowitej sile grawitacyjnej, uciec z atmosfery i spojrzeć w nieskończony wszechświat – to jakby spojrzeć prosto w oczy Boga; zobaczyć jego kreację z pierwszej perspektywy musi być niezaprzeczalnie niesamowitym doświadczeniem.

Ponadto całe wydarzenie napewno zainspiruje młode pokolenie do zdobywania wiedzy i eksploracji. Duże zgromadzenie dzieci w Muzeum Nauki w Londynie, ukazało nam wczoraj ile jest w nich ekscytacji i chęci odkrywania otaczającego nas świata. Niekoniecznie muszą być to podróże kosmiczne, ale zgłębianie życia samego w sobie jest najcudowniejszą z przygód. Zgłębianie medycyny, technologii, geografii czy psychologii, aby wymienić pare. Każda dziedzina nauki kryje w sobie coś niesamowicie pięknego; nowe odkrycia czekają na odkrywców. I tak jak Tim Peake, możemy też oddać się z pasją naszej wybranej dziedzinie, każdy z nas może dotrzeć do tego momentu świetności. Ten moment zapewne jest pełen radości i satysfakcji, a przede wszystkim spełnienia w życiu. Było to widać w jego oczach, gdy znalazł się już na stacji.

Tim Peake dołączył wczoraj do grona moim osobistych „celebrytów”, wraz ze współpracownikami Malenchenko i Kopra, gdyż takim ludzią należy się największe uznanie.

Pozdrawiam,

Paweł

Trzy rzeczy za które jestem wdzięczny!

I już listopad, tak nadszedł niespodziewanie. Siedzę w jednym z pokoi na górze, w naszym nowym domu…

Trzy rzeczy, za które jestem dzisiaj wdzięczny:

1. Od 6 tygodni jesteśmy oficjalnie właścicielami domu przy ulicy Cavendish.

2. W pracy powielam wiedzę na temat analizy próbek operacyjnych i od pacjentów z zagrożeniem życia. Idzie mi świetnie!

3. Poranne famfary w łóżku przyprawiają mnie o śmiech i zero wstydu..tyczy się to puszczania bąków.

Listopad już jest. Dzisiaj w Anglii, tzw. noc ‚ognisk’. Świętujemy, że spiskowiec Guy Fawkes nie wysadził parlamentu i nie zabij króla. Święto ludowe, hucznie jak w noc sylwestrową, a przy tym i dużo ognisk. Mamy zamiar jedno w ogrodzie rozpalić!

Wracając do lata, muszę przyznać, że był to szalony okres. Poprzez kupno domu, intensywną naukę w pracy i wakacje pomiędzy – jednym słowem wariactwo! Cieszę się, że wszystko powoli wraca do normy. Cieszę się także, że ja powoli wracam do normy.

Do pracy mam niedaleko, bo niecałe pół godziny z buta, dom jest duży i przestronny, teraz tylko musimy trochę zwolnić. Czytałem wczoraj bardzo interesujący artykuł o Tony’im Robbinsie, który specjalizuje się w motywowaniu ludzi, tzw. doradzca życiowy. Co mnie zaciekawiło w tym artykule to jego codzienna rutyna. Dla przykładu, codziennie rano medytuje i wypisuje za co jest wdzięczny w życiu (takie trzy podziękowania); dalej było o nie używaniu alkoholu, papierosów czy narkotyków, prostej diecie i nieforsujących ćwiczenia.

Porównując swoją codzienną rutynę, to przeważnie zasypianie do pracy, bieg z przeszkodzami w pocie, powrót do domu, gdzie jest dużo obżarstwa i siedzenia na kanapie. I tak często mijają dnie w bardzo złym stanie psychicznym. Nie zawsze jednak, bo dużo też robimi remontów w domu czy podróżujemy. Jednak pomiędzy tymi chwilami nagłego napadu ‚robienia czegoś’, jest dokładna odwrotność – robienie nic. Ma jednak to bardzo zły wpływ na moje zdrowie fizyczne, psychiczne, a także odbija się na związku.

Chciałbym, więc spróbować wstawać wcześniej, jak dzisiaj i może pisać na blogu. Zacznę od tego i tych trzech deklaracji wdzięczności, aby trochę skalibrować moje myślenie.

Czasami mam ochotę na pisanie. Tak jak dzisiaj. Może jest to karkołomne, po 10 latach spędzonych w Anglii, ale mimo wszystko. Z mówieniem nie aż tak dobrze. Mam jednak chwile kiedy wybucham w pracy, jak dzisiaj rano dla przykładu. Wnerwiła mnie sytuacja przydzielania zadań w pracy w weekendy; jeden np. ma mniej i może skończyć w czas, a drugi (ja) nie. I się oburzyłem, tym bardziej, że starsze koleżanki ‚mikrobiolożki’ mi dawały w kość w ostatni weekend. Musiałem zostać dłużej 20 minut i już. Aż się cały czerwony zrobiłem z tego pośpiechu i nerwów, którym mogłym łatwo zapobiec. Proste pare słów do drogich koleżanek: ‚proszę sie tak do mnie nie zwracać’, ‚wypraszam sobie’ itp. Ale cóż, uśmiechnąłem się i tyle. Łatwiej jest pisać niż skonfrontować kogoś, szczególnie jak takiej osoby się nie lubi.

Ale ja nie o tym. Zakręcając, kocham pisać (szczególnie po alkoholu, ba, moj zbiór wierszy nazwałem ‚alkoholowe przemyślenia’). Pisanie jest wyzwalające, bo nie muszę borykać się z :

-gonitwą myśli

-wszystko mogę wyrazić w swoim czasie

-mogę się ‚nastroić’ – muzyką i alkoholem oczywiście (‚Change will gonna come’ piękny soul)

-nie muszę patrzeć nikomu w oczu, co mnie z reszta przerażą

Zanim zapomnę, bo Chardonnay mi szumi już, ale za to Etta Jones pięknie śpiewa po samą duszę….Zanim zapomnę! Mam trzy, niesamowite inspirujące osobowości, ANIOŁY, którymi chciałbym się podzielić. Tak wielkimi ludźmi to chyba nie można się tak stać po prostu, więc dziękuję im za ich istnienie. Otóż:

-obecny Dalai Lama, który podzielił się swoją mądrością w książce ‚The art of happiness’ z Howardem Cutlerem

-niesamowita, dzielna, inspirująca Malala Yousafzai, która poświeca swoje życie na rzecz edukacji kobiet, dziewczynek z biednych i ogarniętych ideologią krajów

-nasza, jedyna i ludzka aż do bólu s.Małgorzata Chmielewska, której prelekcję ‚O łamaniu rzeczywistości’ tłumaczyłem na Ted Ex (chyba średnio dobrze, bo jeszcze nie potwierdzili, ani nie zamieścili angielskiej wersji)

Tak, trójka niesamowitych, inspirujących ludzi, którzy niosą tyle dobra, aż sam czasami się zatrważam: „że jak?”. Właśnie, jak to można mieć tyle niesamowitej wiary, dobroci, wyrozumiałości, współczucia i uczucia dla tego podłego świata. A jednak można, na przestrzeni trzech największych religii: chrześcijańskiej, muzułmańskiej i buddyjskiej. Jak to? wszyscy niosą dobrą nowinę? jak to?

A jednak, ludzka dobrość, ten naturalny instynkt, przenika religie, narodowości, zakorzenione tradycje, a ja nawet cicho wierzę, że i orientacje seksualne. Tak! nawet bycie kosmitą nie ma tu znaczenia, chociaż bycie gejem chyba nie jest aż tak kosmiczne. Fakt, pierdzimy więcej niż normalne pary seksualne, ale to już na boku….

Etta Jones mi wyśpiewuje swoją duszę. Piękna kobieta na przestrzeni biało-czarnej. Nie jest łatwo być pomiędzy, czy to mulatem, czy gejem katolickim czy uchodźcą, który wędruje do Europy z Syrii. Nie ma to żadnego rzeczywistego porównania. Jedyne zestawienie to takie, że bycie obcym, innym, nie pasującym do reszty jest cholernie ciężkie. Nie ważne co się zrobi, jest się ocenianym na każdym kroku, czasami nienawidzonym za nic; po prostu, że się jest- można otrzymać niezłą dawkę nienawiści…..o tu, przykład:

http://www.upworthy.com/when-a-man-asks-people-to-translate-a-hate-message-hes-received-their-response-is-unforgettable?c=ufb3

Nie nawidzę nienawiści!!! I tyle na ten tema…

 

Dobranoc kochani:)

Czemu płaczę

Jest bardzo rano, 7:21 rano w niedzielę. Późno jednak dla mnie, gdyż kolejną noc mam nieprzespaną. Gdy Dan pracuje na nocne zmiany, nie mogę spać. Ukazuje to jak bardzo jestem przyzwyczajony zasypiać przy jego boku. Prawdę mówiąc, nie dziwi mnie to wcale – jest najbliższą osobą, którą mam tutaj w Anglii. Prawdę mówiąc jedyną osobą, z którą spędzam większość mojego czasu po pracy. Jestem sam jedynie, gdy on pracuje na nocne zmiany w hospicjum. Nawet koty się rozpraszają po ogrodzie i zaroślach za płotem. Potrzebują mnie jedynie, gdy zgłodnieją albo jak pada deszcz na zewnątrz. 

Niecierpię być sam, szczególnie tutaj w małej miejscowości w Suffolk. Czuję się odizolowany i zagubiony. Jakby brakowało tego bodźca do działania. Brakuje mi motywacji, brakuje….

Prawdę mówiąc, jednego czego nie brakuje to wymówek od życia i obowiązków. Uwielbiam się usprawiedliwać i pocieszać. Robiłem to też poprzedniego wieczoru, tym razem pocieszałem się jedzeniem – nie byłem nawet głodny – a także wariackim internetem w formie ‚Beveryl Hills nannies’ czy innymi świństwami. I to jest obiektywne spojrzenie na sprawy.

Dobrze jednak, gdy czasami życie mnie zaskakuje. Kocham te momenty, kiedy życie samo naprowadza mnie na poprawną  ścieżkę. Moja kochana i niesamowita mama nazywa to mocą ducha świętego i działaniem Boga. Kocham moją mamę!

Tym razem trafiłem na serie na pograniczu dokumentalno-’reality show’ pt. ‚The strictest parents in the world’. Para rozwydrzonych i niepokornych nastolatków angielskich została wysłana do zdyscyplinowanej i poważnej rodziny w Indiach. Taka dobra lekcja pokory i dobra terapia dla młodych. W pewnym momencie program ukazał życie dzieciaków, które uczęszczają do szkoły w Delhi. Była tam grupa mniej uprzywilejowanych uczniów z wiosek, gdzie muszą ciężkopracować. Zacząłem płakać. Nie dlatego, że jakiś chłopak musiał wstawać o 5 rano żeby przynieść wodę do domu, iść do szkoły, a potem jeszcze pomagać na roli (za co go podziwiam niezmiernie!). Zacząłem płakać, bo uświadomiło mi to swoje nikczemne postępowanie wobec samego siebie. To jak pozwalam sobie na te wszystkie wymówki, aby marnować swoje życie. To jak jestem leniwy, pazerny, samolubny i czasami odrażający w zachowaniu wobec samego siebie. To jak o tym doskonale wiem, a nic z tym nie potrafię uczynić.

Po chwili, gdy mnie ogarnęły te emocje, pomyślałem sobie: jakim ja byłem dzieckiem? Fakt, że byłem głośny i kochany, uczynny i przyjacielski ale było też wiele lenistwa. Gdy wszyscy ciężko harowali na roli mojego dziadka Piotra, ja starałem się wymigać na każdym kroku. Ukrwałem się od obowiązków, szukając wymówek. Wyrobiłem sobie rodziców, aby kupowali i dawali mi wszystko co chciałem. Manipulowałem ich ku swojemu celowi. Pamiętam, gdy dostałem nie ten prezent co chciałem pod choinkę, byłem okropnie wkurzony i zrobiłem scenę. Nie wspominając o żenadzie jaką zaserwowałem mojej mamie w przychodni. Miałem może 10 lat, ale te doświadczenia napewno mnie ukształtowały.

Moja osobowość została naznaczona przeświadczeniem, że jestem ofiarą, że świat kręci się wokół moich ułomoności i nieszczęścia, a wszyscy dokoła mają łatwiej niż ja. Rozpuszczony bachor jednym słowem. I tak myślę, czy ja byłbym w stanie wstawać o 5 nad ranem i zasuwać po wodę dla całej rodziny? Napewno znalazłbym wymówkę.

I teraz też, jest tak z Danem, że on wszystko robi w domu, a ja głównie narzekam. Narzekam, że obraz zawiesił krzywo, że rośliny, które zasadził w ogrodzie zwiędły, bo nich ich nie podlał. Potrafię nawet powiedzieć mu, że przytył, gdy sam rozrosłem się jak hipopotam. Kim jest ten straszny człowiek? To część mnie, na całe szczęście nie cały ja.

Dzieci z Delhi mówiły z pasją w tym programie, że edukacja to ich jedyna przyszłość. Pracowały ciężko na każdym stopniu swojego trudnego życia. Czy ja dalej pracuję ciężko?

To całe dobro i możliwości w moim życiu wywowały coś zaskakującego – sparaliżowały mnie. Mimo, że chcę się zmienić i pracować ciężko – lenistwo jest silniejsze, alkohol jest łatwiejszy, narzekanie jest wygodniejsze. Wiem, że jestem gotowy na kolejną lekcję w życiu. Ta jednak będzie bardzo ciężką lekcją, bo muszę się zmienić na dobre – muszę, wykorzystać swój potencjał, ku większemu dobru. Nie ma mamy Alinki, która mnie wyciągnie z łóżka, albo zagoni do kościoła w niedzielę. Nie mogę też oczekiwać, aby Dan przypominał mi o codziennych obowiązkach.

Bo sęk tkwi w tym, że nikt ci nie powie w życiu dorosłym co masz robić i jak (wiń Boga za wolną wolę, a demokrację za poparcie z ziemi). Nikt nie weźmie odpowiedzialności za twoje błędy. Bycie dorosłym, to realizacja, że TY jesteś odpowiedzialny za swoje życie i nie możesz winić nikogo innego, jeżeli go spieprzysz. I dlatego chyba zacząłem płakać. Wiem, że utknąłem w tej pułapce własnego ‚ego’ i chcę się z niej wyrwać. Chcę udowodnić sobie, że też potrafię pracować ciężko i konsekwentnie. Nawet teraz nad obżarstwem, nadużywaniem internetu czy ukończeniem dyplomu specjalistycznego w mikrobiologii.

Czas zacząć budować swoje ‚ja’ z uczciwością i spójnością. Jestem gotowy, bo chcę być lepszy dla swoich ukochanych i być dumny z ciężkiej pracy jaką wkładam w każdy dzień. Każdy nowy dzień to 86400 sekund do wydania, na co ty przeznaczysz swój kapitał czasu?